25 lipca 2016

[39] Kiera Cass - Syrena


Tytuł oryginału: The Siren
Liczba stron: 392
Wydawnictwo: Jaguar

Kahlen to syrena, która musi być posłuszna rozkazom wydawanym jej przez Ocean. Jej głos, odbierający rozsądek i budzący pragnienie rzucenia się w morską toń, jest śmiertelnie groźny dla ludzi. Akinli to zwyczajny człowiek – pełen ciepła, przystojny chłopak, dokładnie taki, o jakim od dawna marzy Kahlen. Jeśli się w nim zakocha, narazi ich oboje na ogromne niebezpieczeństwo… ale nie jest w stanie wytrzymać rozłąki. Czy zaryzykuje wszystko, by pójść za głosem serca?


Syrena to debiutancka powieść Kiery Cass. Która fanka serii Rywalki nie miałaby sięgnąć po tę książkę? Osobiście „zachwycona” historią Americi Singer wiedziałam, że Syrena to must have dla mnie i muszę się za nią zabrać jak najszybciej. Już wcześniej słyszałam podzielone opinie, a tych nieprzychylnych było zdecydowanie więcej. Widziałam opinie jakoby Syrena miała być napisana takim językiem, jakby nawet nie wyszła spod pióra jednej osoby. W końcu i u mnie przyszedł na nią czas i postanowiłam sama wyrobić sobie o niej zdanie.


Z opisu wyobrażałam ją sobie jako historię opartą na Małej Syrence. Może to było złe skojarzenie z mojej strony, ale wydarzenia w środku mało ją przypominały w momencie, kiedy czytałam. Teraz, kiedy sięgam wstecz do fabuły ma kilka elementów wspólnych, ale ogólnie nie przypominają siebie. Muszę przyznać, że opisy Matki Ocean i wszystko, co opisywało Ją bardzo mnie denerwowały. Pierwsze 80 stron było katorgą, bo ciągle były do niej odniesienia, a pod koniec tej „pierwszej” części miałam szczerze dość. Tak, jak innym, zaczęło podobać mi się bardziej, kiedy bohaterka w końcu poznaje obiekt swoich westchnień i zakochuje się.

Pomysł na fabułę sam w sobie jest naprawdę dobry. Nawet opisując tę książkę mojej przyjaciółce stwierdziła, że musi być naprawdę ciekawa. Pomysł dobry, z realizacją już trochę gorzej. Ale zapewne wynika to z faktu, że była to debiutancka powieść autorki. Mogło być dobrze, wyszło bez ładu i składu. Zastanawia mnie, co by wyszło gdyby autorka teraz napisała ją jeszcze raz, i gdyby ten sam zarys fabuły miałby zrealizować inny autor. Mogłoby wyjść to już ciekawiej niż mamy podane teraz,

Oceniając Khalen i Akinlego, żadna para tak dawno mnie nie denerwowała. Może inaczej- żadne myśli głównej bohaterki o swojej miłości mnie tak nie denerwowały. Bo jeśli chodzi o chłopaka, nie mam mu nic do zarzucenia, wręcz przeciwnie. Akinli bardzo mi imponował, ale Khalen wszystko niszczyła. Nie mówiąc już o tym, jak wspaniale zakochali się w sobie w niecały tydzień. Ogólnie patrząc, cała ich historia nie była zła, ale moim zdaniem to wszystko potoczyło się za szybko i nie pasował mi sposób w jaki ich relacja była przedstawiona. Natomiast końcowe rozdziały z punktu widzenia Akinlego uratowały trochę całokształt, na ile dało się go uratować.
Podsumowując, można sięgnąć jeśli nie ma się nic ciekawszego do wyboru, ale inaczej nie polecałabym.



2/5

13 komentarzy:

  1. Serię Rywlaki tej autorki uwielbiam i ta powieść również była na mojej liście do przeczytania. Teraz się niestety waham, bo nie chcę sobie zepsuć opinii o twórczości pani Cass :(
    Buziaki ;*
    bookowe-love.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze warto przekonać się samemu ;)

      Usuń
  2. Uwielbiam panią Cass, więc ta książka była na mojej liście książek do przeczytania ale skoro tak nisko ją oceniasz, to chyba prędko po nią nie sięgnę :)

    Kochana, twój blog jest świetny! Pisz tak dalej, bo świetnie ci to wychodzi <3
    Oczywiście Obserwuję ;)

    Pozdrawiam cię z całego serduszka i zapraszam do mnie na 'LBA #6 i #7' :)
    Tusia z bloga tusiaksiazkiinietylko.blogspot.com

    P.S. Zapraszam do obserwowania mojego bloga :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Niestety, dla mnie jej książki są raczej porażką - nie przebrnęłam nawet przez pierwszy tom "Rywalek" i wątpię, żebym miała kiedykolwiek chęć na powrót do jej twórczości. Ale wiem, że ma grono wiernych czytelniczek i cieszę się, że znalazły coś, co leży w ich guście.

    Pozdrawiam i zapraszam do mnie
    www.maialis.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiadomo, że każdy ma swoje preferencje czytelnicze i nie każdemu wszystko przypada do gustu. Tym bardziej, jeśli nie przebrnęłaś nawet przez Rywalki nie ma co zawracać sobie głowy Syreną.

      Usuń
  4. Moja przyjaciółka, ogromna fanka "Rywalek", przeczytała "Syrenę" i stwierdziła, że jest genialna i też ją muszę przeczytać. Niestety Kiera Cass jakoś do mnie nie przemawia... Myślę, że to nie autorka dla mnie i oceniłabym książkę jak ty :)
    Pozdrawiam,
    http://artefakty-nuki.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Książka patrząc całościowo nie była tak zła. Może jestem już po prostu za stara na tak poprowadzoną fabułę ;)

      Usuń
  5. Czytałam bo chciałam przekonać się, jak wyglądają inne powieści autorki "Rywalek" i ta... była bardzo podobna pod pewnymi względami :) Podobały mi się wątki mitologiczne, ale przebieg relacji między bohaterami... tutaj można by coś poprawić.

    OdpowiedzUsuń
  6. Po takiej recenzji nie mam w ogóle ochoty sięgać po tę książkę. "Rywalki" przeczytałam, bo mnie niesamowicie wciągnęły, ale koniec końców nie wspominam ich jakoś dobrze. A jeżeli tutaj jest gorzej i ta miłość która pojawia się znienacka - to raczej nie dla mnie.

    http://magiel-kulturalny.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Młodszym czytelnikom może przypaść to do gustu, ale jestem już za stara na tak prowadzoną fabułę. Podejrzewam, że Ty także ;)

      Usuń
  7. Trzeba się w końcu zabrać za 4. i 5. tom. Na początku sądziłam, że 3 mi wystarczą, ale tęsknię za tym lekkim stylem.
    Pozdrawiam, Ola z http://pomiedzy-ksiazkami.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Drogi czytelniku! Niezmiernie miło mi, że się tu znalazłeś. Skoro już poświęcasz mi chwilę zachęcam do skomentowania - Tobie zajmie to tylko chwilkę, a mi sprawi przyjemność i będę wiedziała, że ktoś obserwuje wpisy :)

• Konkurs •

• Konkurs •

• Konkurs •

• Konkurs •

© Izabella. Obsługiwane przez usługę Blogger.